(27.03.2014) Stenty - lek. med. Przemysław Pala

Szanowny Panie Doktorze,

mój mąż jest jeszcze w szpitalu w Toruniu. We wtorek 28.stycznia miał pierwszy zabieg ratujący życie: dwie żyły naraz i założono stenty. W piątek 31. zabieg na jednej żyle i oczywiście stenty. Pan dr Mazurek powiedział, że to, co najgorsze, ma już za sobą. Pozostały jeszcze dwie żyły zatkane w 70.%. Stwierdził, że może te zabiegi przeprowadzić lub nie - decyzję pozostawia mężowi.

Dzisiaj jednak jest już szykowany do zabiegu. Pozostałaby więc już tylko jedna żyła zatkana w 70.%. Czy można odstąpić od tego ostatniego zabiegu?

3.maja zaczynamy 2-tyg. pobyt w Arkadii Lido, jednak już dzisiaj potrzebujemy konsultacji.

Mój mąż przebywał w szpitalu; załączam kartę informacyjną.

Na DO jesteśmy z mężem od paru lat. Byliśmy 3 razy z wizytą w Ciechocinku u Pana dr J. Kwaśniewskego. Mnie dieta wyleczyła z depresji, jednak mężowi się nie udało. Kiedy go poznałam 10 lat temu, był na progu śmierci. Niestety ciągnące się za nim stresogenne sprawy dały taki rezultat. Szkoda również, że lekarze nie postawili trafnej diagnozy. Twierdzili, że powodem bólów w klatce piersiowej był kręgosłup lub refluks. Problemy kardiologiczne wykluczali, ponieważ EKG było zawsze dobre. A duże ciśnienie, bardzo niestabilne "zwalali" na stres. Dietę kontynuujemy.

Nie wiem, jak mam postąpić. Czy mamy zgodzić się na kontrolną koronarografię i ewentualną angioplastykę (w części początkowej zwężona 70%)?

Do Arkadii przyjedziemy ze wszystkimi badaniami. Jakie badanie jeszcze wykonać, może zdjęcie dna oka?

Co do zaleconych lekarstw, to daję mężowi wszystkie oprócz leku na obniżenie cholesterolu (atorvasterol).

Pozdrawiam serdecznie

Dorota

 

 

 

Szanowna Pani,

w przypadku Pani męża mamy do czynienia z zaawansowana chorobą wieńcową, która nie została dostatecznie szybko zdiagnozowana i obecnie jej skutki wymagały interwencji inwazyjnej. Trudno tu jednak winić kogokolwiek, ponieważ niekiedy nie da się postawić jednoznacznego rozpoznania, zwłaszcza gdy wyniki badań dodatkowych są prawidłowe. Podobne objawy mogą występować w innych jednostkach, co może być mylące. Jednoznaczną odpowiedź daje jedynie badanie koronarograficzne, które wykonywane jest jedynie w warunkach szpitalnych i nie należy do badań standartowych. Obecnie wiemy, że przyczyną dolegliwości jest zwężenie tętnic wieńcowych i dodatkowa diagnostyka jest już w zasadzie zbędna. Badanie dna oka nie wniesie żadnych nowych informacji potrzebnych w procesie leczenia. Co prawda doktor Kwaśniewski zaleca czasem badanie dna oka u pacjentów chorych na miażdżycę, ale ma to znaczenie tylko w diagnostyce porównawczej. Naczynie krwionośne w gałce ocznej są doskonale widoczne w odpowiednim powiększeniu i dlatego obserwując je możemy bezinwazyjnie ocenić ogólny stan naczyń w organizmie. To badanie nie daje jednak odpowiedzi jaki jest obraz naczyń w konkretnym miejscu. Wykonana koronarografia u Pani męża wykazała jednoznacznie, gdzie tętnice są zwężone i dlatego dodatkowe badania są zbędne.

Choroba wieńcowa, czyli miażdżyca tętnic wieńcowych zaczyna się w naszych warunkach wcześnie i rozwija się wiele lat zanim zacznie dawać objawy kliniczne.

Według profesora Orłowskiego autora „Nauki o chorobach wewnętrznych” miażdżyca w Polsce rozpoczyna się już po 18 roku życia. Choroba polega na odkładaniu się w ścianach tętnic złogów cholesterolowych, które zwężają średnicę naczynia i upośledzają przepływ krwi. Z czasem naczynia stają się coraz węższe i zaczyna się w nich gromadzić wapń, co powoduje ich stwardnienie oraz stają się kruche w przeciwieństwie do zdrowych naczyń które są odporne i elastyczne. Oczywiście w początkowym okresie zmiany w naczyniach krwionośnych nie dają objawów i można je wykryć badaniem sekcyjnym. Pierwsze objawy niedotlenienia występują zazwyczaj, gdy przepływ krwi spada poniżej 30% w stosunku do pierwotnego. Można więc przyjąć, że organizm posiada około 70% rezerwy przepływu co zazwyczaj wystarcza na wiele lat. Okazuje się jednak, że rozwój zmian miażdżycowych ulega z czasem przyśpieszeniu i tak proces zwężania tętnicy z 40% do 50% może trwać kilka- kilkanaście lat, a przejście z 80% do 90% liczy się w miesiącach. Ma to wytłumaczenie czysto matematyczne- po prostu powierzchnia wewnętrzna naczynia jest z czasem coraz mniejsza. Choroba może rozwijać się we wszystkich tętnicach, jednak największe znaczenie kliniczne mają naczynia kończyn dolnych, serca i mózgu, które to narządy są szczególnie wrażliwe na niedotlenienie. Całkowite zatkanie tętnicy przez złogi doprowadza do śmierci tkanek które są przez nią zaopatrywane. Im większe naczynie tym większy obszar może ulec martwicy. W przypadku tak ważnych dla życia narządów jak mózg i serce ma to oczywiście kolosalne znaczenie.

Miażdżyca uważana jest oficjalnie za chorobę nieuleczalną, a powszechnie stosowane leki zmniejszają jedynie objawy, prowadząc często do przyspieszenia jej rozwoju. Wraz ze stosowanymi lekami zaleca się unikanie tzw. czynników ryzyka. Ostatnio bardzo dużą wagę przywiązuje się do badania i obniżania poziomu cholesterolu we krwi. Wysoki poziom cholesterolu uważany jest za jeden z czynników przyspieszających rozwój miażdżycy, choć u połowy chorych jest on w granicach normy. Panuje powszechne przekonanie, że cholesterol wywołuje miażdżycę. Jak do tej pory w żadnej z publikacji medycznych nie spotkałem się z takim stwierdzeniem – można je spotkać w reklamach telewizyjnych lub przeczytać w kobiecych periodykach. Fachowo pisze się, że wysoki poziom cholesterolu może przyspieszać rozwój miażdżycy. Wiele chorych osób przekonało się, że unikanie tłuszczów zwierzęcych nie powoduje spadku poziomu cholesterolu, a może go nawet podnieść. Aby to wyjaśnić, należy zastanowić się, jakie są losy w organizmie spożywanych przez nas pokarmów, a zwłaszcza zalecanych oficjalnie węglowodanów i zakazywanych tłuszczów, rozpoczynając od przewodu pokarmowego. Duże cząsteczki tłuszczów w ogóle nie mogą być wchłaniane przez nabłonek jelit, dlatego ulegają one strawieniu do wolnych kwasów tłuszczowych, te za pośrednictwem tzw. białek nośnikowych są przenoszone do wnętrza organizmu – początkowo do chłonki, a dopiero potem do krwi. Kwasy tłuszczowe są gotowym do wykorzystania i bardzo dobrym źródłem energii, dlatego większość tkanek zużywa je w pierwszej kolejności. Zupełnie inny jest metabolizm cukrów. Ich małe cząsteczki szybko przedostają się do krwioobiegu i prosto z jelit, przez żyłę wrotną, trafiają do wątroby, gdzie następuje przetwarzanie cukrów prostych. Fruktoza jest prawie w całości wykorzystywana do produkcji triglicerydów. Występująca z nią praktycznie zawsze glukoza powoduje zwiększone wydzielanie insuliny, która przyspiesza ten proces. Z powyższych faktów jasno wynika, że tłuszcze pokarmowe nie mogą odkładać się w naczyniach, a diety zawierające duże ilości cukrów prostych powodują wzrost poziomu triglicerydów i cholesterolu LDL. Szybkość wytwarzania tłuszczów w organizmie jest u człowieka regulowana stanem odżywiania i tak przy dużym spożyciu węglowodanów wzrasta, a obniża się wraz ze zwiększeniem podaży tłuszczów. Przy żywieniu tradycyjnym przyczyną miażdżycy nie są, jak się powszechnie sądzi tłuszcze pokarmowe, lecz spożywane wraz z nimi węglowodany. Najlepsze warunki do powstawania tzw. blaszek miażdżycowych zachodzą, gdy ilość energii pozyskiwana z tłuszczów i cukrów jest równa i wynosi po około 45%. Przy takim odżywianiu wolne kwasy tłuszczowe zaspakajają zapotrzebowanie na energię, natomiast cukry proste są przetwarzane na cholesterol w ścianach tętnic i tam odkładają się utrudniając przepływ krwi i prowadzą do niedotlenienia tkanek. Proces ten jest uważany za nieodwracalny, co kłóci się z podstawowym prawem chemicznym, które mówi , że każda reakcja może przebiegać dwukierunkowo. Przechodząc na żywienie optymalne mamy do czynienia właśnie z odwróceniem procesów miażdżycowych. Czas ustępowania miażdżycy trwa zwykle od kilku miesięcy do 2 a wyjątkowo 3 lat, co zależy głównie od stopnia zaawansowania choroby. Pewne objawy jednak ustępują znacznie szybciej, ponieważ poprawia się zaopatrzenie w produkty odżywcze i spada zapotrzebowanie na tlen.

W przypadku Pani męża nie doszło jednak do wyleczenia z miażdżycy, ale nie wiemy jaki był stan jego tętnic przed rozpoczęciem żywienia i teraz nie da się już tego ocenić. Przypuszczam, że doszło u niego do znacznego uwapnienia naczyń wieńcowych i ich uszkodzenia. Takie tętnice tracą zupełnie tracą reaktywność i zachowują się jak martwe lub sztuczne i ich regeneracja staje się trudna, ponieważ przestają być one odżywiane. W takiej sytuacji konieczna staje się interwencja kardiologiczna. Mam tu na myśli oczywiście mechaniczne udrożnienie naczyń wieńcowych, czyli na przykład wszczepienie stentów. W zasadzie wskazaniem do angioplastyki nie jest sam stopień zwężenia tętnicy, ale subiektywne dolegliwości jakie odczuwa pacjent. Przyjmuje się , że udrażnia się naczynia, które są zwężone powyżej 70%, przy występowaniu objawów choroby wieńcowej. Dlatego decyzja co do kolejnej interwencji powinna być podjęta przez męża. Jeżeli dolegliwości są uciążliwe to uważam, że należy się poddać zabiegowi. Przy braku objawów zabieg nie jest potrzebny. Wbrew powszechnemu przekonaniu wszczepienie stentów nie chroni bowiem przed zawałem, a ma poprawiać komfort życia pacjenta. Sam zabieg jest stosunkowo mało inwazyjny i obecnie praktycznie nie spotyka się powikłań przy jego wykonywaniu, dlatego nie trzeba się go obawiać. Przyjmowane przez Pani męża leki obniżają ciśnienie i powodują zmniejszenie lepkości krwi. Na razie można je przyjmować, a ich korektę należy dokonywać po bezpośrednim i aktualnym ocenieniu stanu zdrowia. W grę chodzi tutaj również zastosowanie prądów selektywnych, ale o tym można decydować również po badaniu.

lek. med. Przemysław Pala

Arkadia Lido