(22.02.2021) Społeczne skutki cukrzycy - lek. med. Przemysław Pala

Do czasu II wojny światowej główną przyczyną umieralności ludzi były choroby zakaźne, jednak wynalezienie szczepionek i antybiotyków zredukowało ją prawie do zera. Obecnie jak wszyscy wiedzą, mamy do czynienia ze śmiertelności powodowaną przez choroby cywilizacyjne, a zapadalność na nie stale wzrasta, co jest konsekwencją zmian sposobu życia. Większość ludzi zdaje sobie sprawę ze znaczenia tych chorób dla jednostki i ich możliwych następstw, ale rzadko zastanawiamy się nad ich wpływem na całe społeczeństwo, a okazuje się, że koszty ponosimy wszyscy. W pierwszych dekadach XXI wieku największe znaczenie ma cukrzyca typu II. Cukrzyca typu I i II występowały i były znane już w starożytności. Pierwsze wzmianki pochodzą ze starożytnego Egiptu, z 1500 p.n.e., ówcześni lekarze zauważyli, że ta choroba oznacza się bardzo częstym oddawaniem moczu oraz że mocz chorych jest słodki i przyciąga mrówki oraz inne insekty. Niektórzy lekarze w ramach diagnozy smakowali więc próbkę moczu. Prawdopodobnie w zamierzchłych wiekach była to jednak bardzo rzadka choroba. Starożytny lekarz Galen pisał, że widział tylko dwa przypadki cukrzycy w swojej karierze, co świadczy o jej unikatowości w tamtych czasach. Współcześnie zapadalność na cukrzycę typu II stale wzrasta, co jednoznacznie przemawia za jej związkiem z postępem cywilizacyjnym. W Polsce pod koniec XIX wieku cukrzycy stanowili około 0,5%, w roku 1989 około 2% społeczeństwa, na początku XXI wieku 5%, a obecnie ich odsetek wynosi 6,5. Jak łatwo policzyć wzrost zachorowalności przez większość XX wieku wyniósł 1,5%, natomiast przez ostatnich 30 lat jest to już 4,5%, czyli przeciętnie 1,5% na dekadę. Według oficjalnych danych w tym samym 30 leciu spożycie rafinowanego cukru w Polsce wzrosło 11 razy, natomiast spożycie tłuszczów zwierzęcych spadło z 16 do 9 kilogramów rocznie na mieszkańca. W ciągu ostatnich 10 lat liczba zgonów powodowanych cukrzycą samą w naszym kraju wzrosła z około 6 do 9 tysięcy rocznie, biorąc jednak pod uwagę jej powikłania te liczby należałoby pomnożyć co najmniej przez 10. W Polsce na cukrzycę typu II choruje obecnie około 2 miliony osób, którzy zużywają leki o wartości przynajmniej 100 zł miesięcznie na osobę. Według moich szacunkowych obliczeń, sam koszt leków (głównie insuliny) wynosi w naszym kraju minimum 7 mln zł dziennie (2,5 miliarda rocznie), ale ta kwota może być znacznie wyższa. Nie odczuwają tego sami chorzy, ponieważ jest on prawie w całości pokrywany przez państwo, czyli osoby pracujące. Pieniądze te w większości odpływają z naszego kraju, ponieważ koncerny produkujące insulinę pochodzą spoza Polski, a nawet Unii Europejskiej. Wyleczenie z cukrzycy tylko 10% chorych dawałoby więc dla państwa widoczne oszczędności w budżecie NFZ w wysokości ponad ćwierć miliarda złotych rocznie na refundowane leki. Oszczędności w innych dziedzinach życia mogłyby być nawet kilka razy wyższe! Dla porównania podam, że koszt utrzymania oddziału np. chirurgicznego wynosi od 5-10 mln złotych rocznie. Tak więc roczne budżetowe wydatki na leki przeciwcukrzycowe to równowartość kosztu prowadzenia nawet 500 oddziałów szpitalnych. Należy też pamiętać, że koszty leków to tylko część wydatków na leczenie tej choroby. Cukrzyca jest obecnie najczęstszą przyczyną nefropatii wymagającej dializotarapii, amputacji kończyn dolnych, czy retinopatii prowadzącej do ślepoty. Leczenie powikłań pochłania również ogromne koszty, które podnoszą całkowite koszty leczenia. Według oficjalnych danych na leczenie tej jednej jednostki chorobowej i jej powikłań w krajach rozwiniętych przeznacza się aż 10% wszystkich wydatków na ochronę zdrowia. Do kwoty tej nie są wliczane straty spowodowane absencją w pracy, inwalidztwem, wcześniejszą emeryturą czy rentą. W naszym kraju wydatki te liczone procentowo wyglądają podobnie. W przyszłości należy się spodziewać jednak wzrostu nakładów finansowych, ponieważ nadal utrzymuje się tendencja wzrostowa zachorowalności na cukrzycę. Przy tak ogromnych kwotach zarabianych przez producentów leków wydaje się naturalnym, że nie będzie im zależało na rozwiązaniu problemu cukrzycy, nawet gdyby był on w zasięgu ręki, a to właśnie oni są głównymi sponsorami badań naukowych w medycynie. Zasady leczenia cukrzycy typu II pozostają niezmienne od wielu lat. Standardy są tak silnie zakorzenione w postępowaniu medycznym, że wykroczenie poza ich normy jest postrzegane jako błąd lekarski, nawet jeśli prowadziłoby to do wyleczenia choroby. W takiej sytuacji zmiana postępowania wobec chorych raczej nie nastąpi i rozwiązania społecznego problemu cukrzycy nie należy się prędko spodziewać. Sytuacja dodatkowo jest tym gorsza, że we współczesnej medycynie kluczową rolę odgrywa stanowisko autorytetów naukowych, które z gruntu jest nie do podważenia. Obecnie przyjmuje się, że cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną, większość lekarzy traktuje jednak ją jak nieuleczalną chorobę o podłożu genetycznym, ale gdyby tak było to zapadalność byłą by na stałym poziomie, a nie wzrastała. W rzeczywistości wzrost zachorowalności spowodowany jest zwiększającym się spożyciem węglowodanów i spadającą podażą tłuszczów zwierzęcych zgodnie z panującymi trendami dietetycznymi. Brak zrozumienia przyczyn choroby uniemożliwia skuteczne jej leczenie. Obecne standardy przewidują leczenie najpierw przy pomocy doustnych środków chemicznych, a następnie podawanie insuliny - leczenie, jak wiadomo, trwa do końca życia. W diecie chorych, węglowodany mają stanowić około 50-60% zapotrzebowania energetycznego. To ostatnie zalecenie jest swoistą pułapką, która wpędza chorego w „błędne koło". Spożycie dużych ilości węglowodanów wymusza zwiększenie zapotrzebowania na insulinę we krwi, a podawane leki lub insulina zmuszają chorego do spożywania węglowodanów, aby nie dopuścić do spadku poziomu glukozy. Tak więc leczenie staje mechanizmem napędzającym rozwój choroby. Chorym zaleca się też redukcję masy ciała, ale jest to prawie niemożliwe przy stosowanej diecie, ze względu na silne działanie anaboliczne insuliny (insulina jest hormonem powodującym wzrost masy ciała). Najprostszym i oczywistym rozwiązaniem wydaje się być ograniczenie spożycia węglowodanów przez cukrzyków. Mimo to, węglowodany mają dla chorych stanowić główne źródło energii. W tej sytuacji najbardziej przygnębiający jest fakt, że w Polsce od dawna znana jest prosta metoda pozwalająca wyleczyć większość chorych w bardzo krótkim czasie. Przed wprowadzeniem leków w leczeniu obowiązywała zasada maksymalnej redukcji cukrów w diecie. Żywienie optymalne przypomina nieco pierwsze diety cukrzycowe, jednak dzięki poznaniu składu produktów spożywczych, możliwe stało się dokładne zbilansowanie ilości składników odżywczych, co nie narzuca konieczności eliminacji z żywienia wszystkich produktów roślinnych. Podstawowym założeniem diety jest oczywiście ograniczenie spożycia węglowodanów do około 0,8g/kg masy ciała. Przy takiej ilości, czyli 50-70 g/dobę, zapotrzebowanie na insulinę znacznie spada, co w mało zaawansowanej chorobie pozwala na natychmiastowe odstawienie leków przeciwcukrzycowych. Przeciętny Polak zjada natomiast 300-500g węglowodanów na dobę. W Jastrzębiej Górze od marca 2000 r. do stycznia 2004 r. prowadziłem obserwacje pacjentów z cukrzycą typu 2. Na turnusach 1- i 2-tygodniowych przebywało 1120 osób chorych na cukrzycę typu 2. Wśród nich zaledwie 108 chorowało krócej niż 3 lata. W trakcie pobytu w ośrodku całkowite odstawienie leków doustnych i insuliny uzyskano u 67% pacjentów, co należy uznać za wynik bardzo dobry w porównaniu z leczeniem konwencjonalnym, które nie daje żadnych szans na redukcję farmakoterapii. Niestety, obserwacje te nie mają wartości badań naukowych, ponieważ nie były prowadzone w warunkach klinicznych zgodnie z przyjętymi zasadami.

lek. med. Przemysław Pala