(20.I.2005) "Optymalne mity" - artykuł lek. med. Przemysława Pali

Niedawno rozpoczął się XXI wiek, wraz z jego nadejściem pojawiła się w naszym kraju nowa społeczność skupiająca ludzi o różnym statucie społecznym, wykształceniu płci, wieku przekonaniach religijnych i politycznych i różnym kolorze włosów. Należą do niej ludzie, którzy mają ze sobą niewiele wspólnego, a łączy ich jedynie wspólny sposób odżywiania.
Mowa tu oczywiście o optymalnych, którzy sami wytworzyli to niepodobne do niczego środowisko. Wydaje się wręcz nieprawdopodobne by taki twór mógł w ogóle funkcjonować w jakimkolwiek społeczeństwie. Istniejące do tej pory związki czy ugrupowania opierają się pewnych podobnych cechach ich członków, a nie na tym co wkładają do ust. Tak więc mamy partie polityczne do których należą ludzie o podobnych poglądach, związki wyznaniowe skupiające wyznawców określonej religii, związki pracownicze z przedstawicielami określonych grup zawodowych, kluby środowiskowe, koła gospodyń czy zrzeszenia ludzi o wysokim ilorazie inteligencji albo wzroście. Osoby należące do tych ugrupowań łączą jakieś wspólne cechy, które odróżniają ich od ogółu dając poczucie wspólnoty, które jest oczywiści naturalnym dążeniem człowieka.
Optymalni nie mają ani wspólnych poglądów politycznych ani podobnego wzrostu a jednak łączą się w pewne struktury dzięki... podobnemu składowi posiłków! Oczywiście w środowisku tym mamy do czynienia zazwyczaj z normalnymi ludźmi i dlatego może wśród nich dochodzić do nieporozumień i konfliktów - jak wszędzie, jednak społeczność ta istnieje i jej pozycja staje się coraz bardziej ugruntowana. Optymalni organizują systematyczne spotkania, korespondują i dyskutują za pośrednictwem prasy i internetu, urządzają pikniki, jeżdżą na wczasy itd. Optymalni z różnych stron kraju i świata kontaktują się ze sobą na różne sposoby, wymieniają informacje, przekazują je dalej po to by pomóc sobie lub innym. Tak więc mamy do czynienia z aktywnym, żywym tworem, który sam kształtuje obowiązujące w nim normy i zwyczaje.
Nie chodzi tu jednak o przedstawienie i wychwalenie zalet tworzącej się wspólnoty, ale o zwrócenie na pewien towarzyszący temu procesowi szczegół. W czasie powstawania i ewolucji określonych grup środowiskowych obserwuje się również pojawianie się pewnych stereotypów i wyobrażeń, które do nich później przylegają. Powstają zatem określone etykietki, które przykleja się ludziom należącym do określonych ugrupowań przez otoczenie oraz rodzą się mity krążące wewnątrz. Ich twórcami zarówno członkowie społeczności jak i bardziej czy mniej obiektywne otoczenie. Stworzone stereotypy mogą być zgodne z rzeczywistością lub nie mieć z nią nic wspólnego. Dla zobrazowania można tu podać bardzo prosty przykład związany z popularnym kiedyś ruchem hippisowskim. Członkowie tego ruchu nazywali siebie "dzieci kwiaty" i twierdzili, że brzydzą się przemocą, środowisko zewnętrzne odbierało ich często inaczej: "każdy hippis to narkoman". Które z tych stwierdzeń jest prawdziwe? Prawdopodobnie żadne, ponieważ powstały na zasadzie plotki, a ta rodzi się w sposób podobny jak przekłamanie w głuchym telefonie, z tym tylko, że każdy pośrednik dodaje jeszcze coś od siebie. Tak więc plotka okrąża całe zainteresowane środowisko i okolice, a następnie wraca do punktu wyjścia utwierdzając w przekonaniu jej twórcę. Środowisko optymalnych naturalnie również nie jest wolne od mitów, które samo stworzyło. To co mówią o nas "na zewnątrz" wiemy bardzo dobrze i zdajemy sobie sprawę ile jest w tym prawdy. Dlatego proponuję się przyjrzeć się kilku fałszywym a rozpowszechnionym teoriom, które sami wyprodukowaliśmy.
Oto pierwsza z nich:

"Jeżeli coś się ze mną dzieje to znaczy, że gdzieś popełniłem błąd dietetyczny."

Każdy optymalny dobrze wie, że pożywienie ma decydujący wpływ na stan zdrowia. Po przejściu na żywienie optymalne wielu z nas wyleczyło się ciężkich , często nieuleczalnych chorób, co jest na to jasnym dowodem. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy często rozpoczynając dietę, gdy radykalnie odrzucamy węglowodany i wpędzamy się w ketozę czemu towarzyszą skurcze łydek, zaparcia, nieprzyjemny zapach z ust i inne. Nieprzyjemne objawy ustępują szybko, gdy dostarczymy niezbędną ilość cukrów. Po dłuższym czasie stosowania diety niektóre osoby mają problemy skórne czy stawowe, które ustępują po zmniejszeniu spożycia produktów zawierających białko. To wszystko utwierdza nas w przekonaniu, że tylko dieta ma wpływ na nasze zdrowie. Każdy optymalny zna doskonale książki dra Kwaśniewskiego oraz czyta miesięczniki, z których dowiaduje się jaki skutki w organizmie może spowodować żywienie. Z czasem wszystko inne przestaje się liczyć, ważne jest tylko to co się zje.
Co zatem robi optymalny gdy poczuje się źle? Wbrew pozorom kontakt z lekarzem nie zawsze jest reakcją na pogorszenie samopoczucia. Bardzo wiele osób zaczyna od analizy jadłospisu. Jeżeli przypadkiem okaże się, że wczoraj było o 5g węglowodanów za mało lub 4g białka za dużo to już znamy przyczynę bólów głowy. Biegunka- oczywiście przed 3 dniami zjadłem jabłko! Drętwienie palców- naturalnie przesadziłem z białkiem! Bóle wątroby- pewnie zbyt dużo witaminy A!
Później następuje eksperymentowanie: zmniejszymy tego, dodamy tamtego, a poprawy nie ma. Optymalny nie zdaje sobie bowiem sprawy, że przyczyna dolegliwości może leżeć poza talerzem, bo mimo że wie dużo o diecie optymalnej, to nie miał kontaktu z podręcznikami do chorób zakaźnych, ortopedii, neurologii czy chirurgii. Gdy w końcu zdecyduje się na wizytę u lekarza ( koniecznie u optymalnego, bo inny nie będzie rozmawiał z nim o liczeniu gramów), to będzie pytał przede wszystkim: "co teraz mam jeść?". Lekarz odpowie, że bóle głowy mogą być spowodowane np. kontaktem z lakierami, biegunka zatruciem toksyną gronkowcową, drętwienie palców przemieszczeniem krążka międzykręgowego w odcinku szyjnym kręgosłupa, a problemy z wątrobą są spowodowane przez pasożyty i powie jak z ty dalej postępować. Na co optymalny zapyta: "co teraz mam jeść?". Na to lekarz swoje, a pacjent swoje, ponieważ nie może przyjąć, że kłopoty nie pochodzą od stołu. W takich przypadkach rozpoczyna się długa dyskusja po której optymalny wyjdzie niezadowolony jeżeli nie usłyszy "co teraz ma jeść". Oczywiście lekarz może łatwo zadowolić pacjenta mówiąc: "proszę wziąć te tabletki i przez tydzień jeść 50g wątróbki i 100g kapusty", i wszyscy są zadowoleni, a stereotyp pozostał niezmieniony.
Podsumowując wypada powiedzieć co robić aby takich sytuacji uniknąć, inaczej cały przydługi wywód byłby tylko wyrazem grafomanii autora. Trzeba pamiętać o dwóch ważnych zasadach:
1. błędy w diecie nie powodują ŻADNYCH gwałtownych objawów!
2. dolegliwości związane z tymi błędami (jeżeli w ogóle występują) są mało nasilone i narastają powoli.
Jeżeli więc pewnego dnia obudzimy się z bólami brzucha, głowy, stawów i innymi poważnymi problemami to można mieć pewność, że nie spowodowało tego kilka niedojedzonych gramów białka czy węglowodanów.

lek. med. Przemysław Pala