(08.11.2011) Schorzenia przewodu pokarmowego - lek. med. Przemysław Pala

Witam,
pochodzę z rodziny z "tradycjami" otyłości. Mój dziadek ze strony ojca miał dużą nadwagę. Ojciec mimo wielu lat uprawiania sportu również zawsze ważył więcej niż powinien. Ja także odziedziczyłem ten "dar".  Już od wczesnego dzieciństwa byłem bardziej okrągły niż moi rówieśnicy. Kiedy w wieku 17 lat przekroczyłem magiczną barierę 100 kg, postanowiłem coś z tym zrobić. Wpadła mi wówczas w ręce książka Mai Błaszczyszyn "Dieta życia".  Dieta ta opierała się na oczyszczaniu organizmu poprzez
spożywanie do południa owoców,  głównie jabłek. W tym czasie trwał tzw. cykl eliminacji (oczyszczania-odtruwania) organizmu. Po południu w szkole jadłem 2 kromki chleba z wędliną i pomidorem, a wieczorem jakiś posiłek z mięsem i sosem (taki tradycyjny obiad).
Tłumaczono, że korzystniej jest zjeść "cięższy" posiłek wieczorem, gdyż wymaga on dłuższego trawienia, a w nocy, kiedy śpimy wszystkie siły organizmu mogą się skupić na trawieniu. Było to dla mnie na tyle logiczne, a sama dieta  naturalna, że postanowiłem ją zastosować. W ciągu pół roku waga spadła do
poziomu 73 kg. Ja byłem szczęśliwy i czułem się znakomicie. Po pewnym czasie pojawiły się skutki uboczne w postaci wypadających garściami włosów i psujących się na potęgę zębów. Kiedy zaprzestałem reżimowego przestrzegania diety waga zaczęła rosnąć i oczywiście przekroczyła wagę
wyjściową. W późniejszym czasie próbowałem jeszcze innych diet, ale efekt był zawsze taki sam, a ja przekraczałem kolejne kategorie wagowe: 110kg, 120kg, 130kg, 140kg by osiągnąć 149kg. Przez pewien czas stosowałem też żywienie optymalne, co pozwoliło mi pozbyć się w krótkim czasie (1-2 miesiące) ok. 20kg. Później waga się "zatrzymała", a ja zarzuciłem dietę, która wydawała
 mi się nienaturalna i zabraniała mi jedzenia moich ukochanych owoców.  W międzyczasie okazało się, że mam problemy z pęcherzykiem żółciowym. Zaczęły się pojedyncze ataki, które z czasem zaczęły pojawiać się częściej, by w końcu pojawiały się nawet 2 razy w tygodniu. Później  "namierzyłem" tabletki, które ratowały mnie przed najgorszym. Jak tylko pojawiały się symptomy zbliżającego się ataku pęcherzyka żółciowego,  zaczynałem serię tabletek, które rozrzedzały żółć i miałem znowu kilka do
kilkunastu tygodni spokoju. Nigdy nie byłem zwolennikiem wizyt u lekarza,  interwencji chirurgicznych i innych tym podobnych rozwiązań.
 Kiedy przeczytałem w książce dr Kwaśniewskiego, że żywienie optymalne doprowadzi do rozpuszczenia kamieni i znany jest tylko jeden przypadek, kiedy
konieczna była interwencja chirurgiczna, uwierzyłem, że mnie również się uda. Pojechaliśmy na wczasy nad morze, gdzie zaplanowałem sobie optymalną  kurację rozpuszczającą moje złogi w pęcherzyku żółciowym (na USG stwierdzono jeden kamień o średnicy ok. 20mm). Po kilku dniach odżywiania
 optymalnego dostałem dwudniowego ataku, któremu zaradziła wizyta u  lekarza, podane leki rozkurczowe, przeciwbólowe i antybiotyki. Po ataku  zwykle nie ma się ochoty na jedzenie czegokolwiek, więc piłem tylko wodę i to był koniec mojego odżywiania optymalnego. Po powrocie do domu jadłem "ostrożnie" by nie narazić się na kolejne horrory z żółcią w tle. W ten sposób udało mi się przetrwać 16 miesięcy. I znowu w momencie kiedy osiągnąłem mój kolejny rekord na poziomie 149kg postanowiłem złapać ostatnią deskę ratunku w postaci żywienia optymalnego. Z tą wagą czułem się już tak niedobrze, że nie widziałem innego wyjścia. Nie miałem ochoty  nic robić, czułem wieczne zmęczenie i senność, a proste czynności i ruch  zaczęły mi sprawiać ból. W pracy przydarzył mi się drobny wypadek,  potknąłem się na schodach i cały ciężar poszedł na prawe kolano powodując nieprzyjemny uraz w postaci naciągniętych więzadeł. Wylądowałem w domu na  zwolnieniu lekarskim. To była okazja, żeby "podkręcić" moją dietę, którą  przez kilka wcześniejszych dni w pracy wprowadzałem w życie.
 Udało mi się w ciągu tygodnia zejść do poziomu 138kg i znowu (po 16 miesiącach spokoju) zaczęła się jazda. Ból nie był zbyt silny, nie  promieniował tym razem pod łopatki, ale też leki przeciwbólowe i no-spa forte zażywane w granicznych dawkach nie przynosiły pożądanej ulgi. Po trzech dniach udałem się do lekarza pierwszego kontaktu, gdzie tradycyjnie  przyrządzono mi koktajl różnych leków, które zwykle pomagały. Tym razem  podano mi wszystko z kroplówką i przyniosło to tylko niewielką ulgę.
Wymusiłem na lekarzu skierowanie na kolejne USG. Tam dowiedziałem się, że kamień niestety nie zniknął, a jego średnica wynosi już 24mm. Lekarz stwierdził również występowanie jakiegoś płynu w brzuchu pochodzącego podobno od występującego tam stanu zapalnego. Ponieważ od lekarza
 pierwszego kontaktu otrzymałem skierowanie do szpitala, to po przeprowadzeniu badania USG, lekarz powiedział, że nie ma na co czekać tylko trzeba jechać i operować. Oczywiście jako znany "omijacz" szpitali  postanowiłem  udać się do domu i przeczekać noc z nadzieją, że jakoś to będzie. Niestety noc nie przyniosła poprawy. Brzuch był wzdęty od 4 dni, przez cały ten czas nic nie jadłem, piłem tylko wodę. W tym czasie nie było również  stolca.
 Lekarka pierwszego kontaktu znając "moje umiłowanie" do wizyt w szpitalu wystawiła mi również skierowanie na szczegółowe badania krwi i w razie nie skorzystania z wizyty w szpitalu, miałem pojechać do ośrodka na badania.
Byłem już jednak tak wyczerpany, że zdecydowałem się na wykonanie badań w szpitalu, do którego nawiasem mówiąc miałem znacznie bliżej. Po 2  godzinach oczekiwania zostałem przyjęty na oddział. Wykonano mi wszystkie badania i podano kolejną porcję leków. Tym razem przyniosły mi ulgę. Miałem nawet nadzieję, że wypuszczą mnie do domu, tym bardziej, że mimo całodziennego zakazu picia wody w najcieplejszym dniu roku (25.08.2011) wieczorem powiedziano mi, że nie będę operowany. Kolejnego dnia rano zapadła jednak decyzja o interwencji laparoskopowej. Wydobyto ze mnie 3 duże kamienie o średnicy 2,5 cm każdy, a pęcherzyk żółciowy był już podobno "nadgnity". Lekarka przyjmująca mnie do szpitala stwierdziła, że to wina tej "tłustej" diety, że nie wolno mi już do tej diety  wracać. Obiecała mi również, że teraz ona mnie w szpitalu odchudzi. Efekt był taki, że w ciągu kilku dni pobytu w szpitalu, kaszki na mleku i na wodzie, bułeczki i inne dietetyczne pokarmy, choć serwowane w minimalnych  ilościach spowodowały u mnie wzrost wagi o 2 kg.
Jestem w tej chwili przekonany, że jedyne, co może mi pomóc osiągnąć optymalną wagę, to żywienie optymalne wg dr Kwaśniewskiego. W całym  przedsięwzięciu chce mi również pomóc moja małżonka, która zaangażowała się mocno w tematykę, a prawdy zawarte w zakupionych książkach przemawiają  również do niej i są jak najbardziej logiczne. Wczoraj minęły 2 tygodnie od mojej operacji. Wyjęto mi już szwy i czuję się dość dobrze. Jednym z efektów braku pęcherzyka jest ciągły napływ żółci do jelita, co wiąże się w moim przypadku z częstszymi wizytami w ubikacji. Ale oczyszczanie organizmu, to sama przyjemność więc jest ok.
 W ciągu tych dwóch tygodni, spróbowałem też wbrew zaleceniom "klasycznie" myślących lekarzy różnych potraw, których teoretycznie miałem przez pół roku nie próbować. Nie zauważyłem żadnych skutków ubocznych, żadnych bólów. Jedyne co mi nie "podpasowało" to był kompot z jeżyn, ale taki bardzo mocny. Tu pojawił się ból w okolicach wątroby. Do tej pory nie jadłem też jajek ani majonezu. Jadłem natomiast mięso gotowane i smażone,  a także wróciłem do picia dużych ilości ulubionej kawy.
Proszę o informację, w jakim czasie mógłbym spróbować takiego typowo optymalnego żywienia. Czy może to być dla mnie w jakiś sposób groźne?  Jeden z "mniej klasycznych" lekarzy stwierdził, że on nie widzi przeciwwskazań do "tłustego" odżywiania, jednak muszę się wówczas liczyć z możliwością ciągłych biegunek. Proszę o wszelkie przydatne informacje.
 Pozdrawiam
 Marek z Rybnika
 Lat 37.
 182cm/138 kg.

Szanowny Panie Marku,
schorzenia przewodu pokarmowego występują obecnie znacznie częściej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu, jednak postęp nauk medycznych, a zwłaszcza rozwój technik chirurgicznych pozwolił na redukcję ich poważnych powikłań. Nadal jednak pozostają niewyjaśnione przyczyny takich chorób jak właśnie kamica pęcherzyka żółciowego. Niewielu badaczy zastanawia się jeszcze co może powodować krystalizację złogów w drogach żółciowych, ponieważ ustalono standardy leczenia, które obowiązują powszechnie a choroba zwykle kończy radykalnym rozwiązaniem, czyli usunięciem chorego narządu. Stosowane metody operacyjne są prawie wolne od powikłań i dlatego, w świecie medycznym, naukowa dyskusja na temat tej choroby wydaje się zamknięta. Jak w każdej innej jednostce i w tym przypadku patologia nie może występować bez przyczyny, a ta okazuje się być prostsza, niż może się wydawać. Powszechnie propagowane modele odżywiania, uważane za zdrowe, są świadomie lub nie, przenoszone do codziennego menu w naszych domach.

Duże ilości węglowodanów oraz ograniczenie spożycia tłuszczów jest przyczyną kamicy żółciowej oraz towarzyszących jej często otyłości, nadciśnienia czy cukrzycy. Wątroba jest narządem stworzonym głównie do trawienia tłuszczów, natomiast pęcherzyk żółciowy jedynie gromadzi spływającą z niej żółć, aby w czasie napływu pokarmów ulec obkurczeniu i przekazać ją do dwunastnicy. W przypadku radykalnego ograniczenia spożycia tłuszczów ulega zmniejszeniu zapotrzebowanie na niezbędne do ich trawienia, kwasy żółciowe. Dochodzi do zahamowania spływu żółci, a jej zaleganie w pęcherzyku umożliwia wytworzenie się jąder krystalizacji, na których zaczynają budować się złogi. Proces ten jest powolny i może trwać latami, a zależy to od modelu odżywiania danej osoby. Po przejściu na ŻO, w wyniku znacznego zwiększenia podaży tłuszczów wzrasta przepływ żółci przez przewody wątrobowe oraz pęcherzyk. W przypadku obecności w nim złogów pojawia się możliwość ich mechanicznego i chemicznego rozpuszczenia.

Pan nie posiada już pęcherzyka żółciowego, ale nie jest to w żaden sposób przeciwwskazaniem do stosowania diety. U pacjentów po cholecystektomii żółć stale spływa do dwunastnicy z przewodów żółciowych, ponieważ nie ma się gdzie gromadzić. Osoby stosujące tradycyjny model żywienia muszą w takiej sytuacji jadać co 2-3 godziny, aby w żołądku stale znajdowała się treść pokarmowa. Przy żywieniu optymalnym nie ma takiej konieczności, ponieważ tłuszcze pokarmowe są trawione wolno i długo zalegają w przewodzie pokarmowym. Wystarczy jadać 2-3 razy dziennie. Powszechne ostatnio spożywanie dużych ilości węglowodanów oraz produktów bogatoresztkowych (drażniących błonę śluzową przewodu pokarmowego) wymusza wzrost napięcia parasympatycznego w żołądku co objawia się zwiększonym wydzielaniem kwasu solnego przez błonę śluzową. Spożywanie dużych ilości surowych owoców, uważane powszechnie za zdrowe, powoduje dodatkowo wzrost kwasowości w przewodzie pokarmowym, ponieważ odczyn pH owoców jest kwaśny. Utrzymujące się stale obniżone pH treści żołądkowej powoduje nadtrawienie nabłonka i rozwój nadżerek a później wrzodów. W chwili obecnej może Pan już bez żadnej obawy rozpocząć żywienie optymalne, co z pewnością zapobiegnie kłopotom z przewodem pokarmowym w przyszłości.

Proponuję spożywać około 80g białka, 60-70g węglowodanów i 120-160g tłuszczu na dobę. W pierwszych miesiącach stosowania diety powinna utrzymywać stała utrata wagi 4-8kg miesięcznie. Po osiągnięciu wagi należnej proces ten zatrzyma się i wtedy nie trzeba będzie ograniczać tłuszczów, natomiast zapotrzebowanie na białko o 10-20g.

Życzę powodzenia
lek. med. Przemysław Pala
Arkadia Lido w Jastrzębiej