(04.12.2020) Czy uratuje nas szczepionka?

W ostatnich dniach świat obiegła wiadomość o wyprodukowaniu szczepionki na COVID-19, co spowodowało, że wielu ludzi odetchnęło z ulgą. O szybkim wprowadzeniu szczepionki na rynek poinformowało kilka firm i prawdopodobnie będzie ona dostępna w Polsce już na początku przyszłego roku. W mediach powiało optymizmem i wydaje się, że dzięki temu pokonamy pandemię oraz koronawirusa. Pojawienie się szczepionek w sprzedaży będzie z pewnością przyjęte z wielkim entuzjazmem i sięgnie po nie wielu ludzi, ponieważ ten wirus i ta pandemia przeraża całą ludzkość. Na masowe szczepienia niecierpliwią się też rządy wszystkich państw, ponieważ wierzą, że pozwoli im to wyjść z ekonomicznego i społecznego kryzysu. Można powiedzieć, że szczepionka na COVID-19 została stworzona i przetestowana w ekspresowym tempie i w takim wejdzie do sprzedaży. W całym tym euforycznym nastroju społecznym, niektórzy zadają sobie jednak pytanie, czy na pewno powinniśmy się szczepić, a nawet są temu przeciwni. Głosy takie są zazwyczaj ostro krytykowane w środkach masowego przekazu, jednak wątpliwości nie są do końca bezzasadne. Ze społecznego punktu widzenia jest oczywistym, że wprowadzenie masowych szczepień będzie korzystne. Zahamowanie możliwości przenoszenia koronawirusa przez osoby zaszczepione przełoży się na spadek zachorowalności, co spowoduje odciążenie opieki zdrowotnej i rozpocznie się prawdopodobnie wzrost gospodarczy. Niektórzy zadają sobie pytanie, czy odbędzie się to bez ofiar i rozumiem trochę głosy osób obawiających się nowej szczepionki. Jak wspomniałem powyżej szczepionka pojawiła się w bardzo krótkim czasie, znacznie krótszym niż normalnie zajmuje wprowadzenie do obiegu jakiegokolwiek leku, ale wiadomo, że pośpiech był tutaj konieczny. Szczepienia uznawane są za wielkie zdobycze ludzkości. Dzięki nim udało się wyeliminować wiele potencjalnie śmiertelnych chorób takich jak ospa prawdziwa, tężec czy wścieklizna, które w przeszłości zbierały ogromne żniwa. Wynalezienie jakiegokolwiek preparat medycznego nie jest jeszcze równoznaczne z wprowadzeniem go do obrotu. W normalnych warunkach zanim szczepionka trafi na rynek, musi zostać przetestowana, co zwykle zajmuje kilka lat. W tym czasie określa się skuteczność i bezpieczeństwo określonego preparatu. Zdarza się czasem, że niektóre leki nie wchodzą do użytku, ze względu na ilość powikłań. Każda szczepionka przed wejściem do leczenia musi przejść proces badań klinicznych, który składa się z trzech faz. Faza I jest jeszcze doświadczeniem, w którym podaje się szczepionkę kilkudziesięciu ochotnikom i obserwuje ich nawet dwa lata, czy ta w ogóle działa. W fazie II wiadomo już, że preparat jest skuteczny i zbiera się w niej dane na temat bezpieczeństwa na ponad 100 uczestnikach przez ponad dwa lat. Faza III trwa około cztery lata i uczestniczy w niej kilkanaście tysięcy badanych z różnych krajów. Warunkiem przejścia do następnej fazy jest spełnienie określonych kryteriów, niekiedy badanie kończy się na fazie I. Niestety w czasie pandemii wszystkie fazy badania odbyły się w czasie krótszym niż rok i pojawiają się złośliwe głosy, że wprowadzenie szczepionki na rynek będzie koleją fazą badania preparatu, która odbędzie się na całej populacji. Jeżeli wierzyć w zapewnienia producentów szczepionka jest skuteczna i bezpieczna. Mało jednak mówi się o tym jak trwała jest poszczepienna odporność z oczywistych powodów. Po prostu nie ma jeszcze osób, które szczepione były ponad rok temu, więc nie wiadomo jak długo będą się utrzymywać przeciwciała we krwi. Co do ewentualnych skutków ubocznych to udowodniono, że preparat wykazał akceptowalny poziom bezpieczeństwa w czasie około półrocznych obserwacji. Nie wiadomo jednak jakie działania niepożądane mogą pojawić w odległym czasie. Nie bez powodu ostatnia faza badań klinicznych w zwykłych okolicznościach trwa ponad cztery lata. Niestety obecny czas nie zalicza się do warunków standardowych i musimy zaakceptować, to że żyjemy w warunkach swoistej wojny z niewidzialnym przeciwnikiem. W czasie takiej wojny używamy nie do końca sprawdzonej broni, która ma nam przynieść zwycięstwo i być może tak się właśnie stanie. Nie mam wątpliwości, że przy tak szeroko zakrojonej akcji szczepień jaką się planuje, prędzej czy później dowiemy się o jakichś jej działaniach niepożądanych, ale te będą prawdopodobnie wielokrotnie mniej groźne niż powikłania jakie powoduje sama choroba. Z ekonomicznego punktu widzenia straty będą nieporównywalnie mniejsze niż powodowane przez wirusa. Możliwe jest też, że szczepionka pojawi się tuż przed naturalnym końcem epidemii. Z ostatnich raportów dowiadujemy się, że w Polsce zakażenie koronawirusem w czasie całej pandemii potwierdzono już u ponad miliona osób, rzeczywista liczba przypadków jest znacznie większa, o czym otwarcie mówią epidemiolodzy. Jeżeli spojrzeć na ilość dodatnich testów w ciągu ostatnich miesięcy to widać, że oscyluje ona na poziomie około 15-20 tysięcy dziennie. W Polsce przyjęto zasadę badania osób prezentujących objawy, a wiadomo, że ponad 80% zakażonych ich nie wykazuje. Okazuje się też, że w praktyce chorzy o łagodnym przebiegu bardzo często nie wykonują testów, ponieważ boją się ewentualnych obostrzeń związanych z izolacją. Z powyższych powodów można przypuszczać, że rzeczywistych infekcji mamy ponad 100 tysięcy dziennie, czyli około 3 miliony miesięcznie. Po przejściu zakażenia odporność najprawdopodobniej utrzymuje się około pół roku. Jeżeli zakażalność utrzyma się na tym poziomie w sumie przez pół roku to odporność uzyska ponad połowa populacji. W takiej sytuacji radykalnie spada możliwość przenoszenie wirusa i epidemia zaczyna wygasać. Jeżeli dodamy do tego szeroko zakrojone szczepienia to wydaję się, że widać już koniec. W praktyce w lutym powinniśmy obserwować radykalny spadek zachorowań, ale pewności mieć nie możemy. Po przejściu pandemii będziemy mieli prawdopodobnie stałą zapadalność na niskim poziomie, ponieważ duża część populacji będzie posiadała odporność. Niestety w praktyce wszelkie spekulacje obarczone są dużym ryzykiem błędu, gdyż o tej epidemii uczymy się w czasie jej trwania, a jak się już okazywało jej przebieg jest dość nieprzewidywalny.

lek. med. Przemysław Pala