(04.03.2020) Atak koronawirusa - lek. med. Przemysław Pala

W ostatnich tygodniach gorącym tematem stała się epidemia koronawirusa, która zajmuje główne miejsce w środkach masowego przekazu, tak że przyćmiła nawet toczącą się kampanię prezydencką. Nie otrzymałem jeszcze, co prawda, listu z zapytaniem na ten temat, ale kilkakrotnie byłem pytany jakie jest moje zdanie w tej materii. Przede wszystkim pytano mnie czy należy się bać koronawirusa i jak się przed nim zabezpieczać. Wygląda na to, że mamy aktualnie do czynienia z rodzącą się paniką wywołaną przez ten patogen, a strach wynika w dużej mierze z braku wiedzy na temat zagrożenia jakie on wywołuje, ponieważ ludzie boją się głównie tego co nieznane. Panika ta podsycana jest dodatkowo przez środki masowego przekazu, które nieco demonizują zagrożenie z nim związane. Wirusy wywołują lęk u większości ludzi i jednocześnie ta sama większość nie wie czym one są. Wirusy to można powiedzieć organizmy, które są czymś pośrednim między istotami żywymi, a materią nieożywioną. Zbudowane są z białka i kwasów nukleinowych, ale nie zawierają wody i nie tworzą komórek. Sam czysty wirus jest ciałem stałym i nie posiada własnego metabolizmu- jest martwy. Jego istota zmienia się gdy przedostanie się do żywej komórki i wtedy jego DNA wbudowany zostaje w DNA nosiciela. Na matrycy DNA produkowane są białka i w zakażonej komórce powstają obok tych prawidłowych również białka wirusa. W ten sposób powstają nowe wirusy, które przenikają do sąsiednich komórek i zmieniają ich metabolizm. Taka inwazja może skończyć się zniszczeniem komórki i w dalszej kolejności całego organu, upośledzeniem jego funkcji lub przebiegać nawet całkowicie bezobjawowo. W praktyce nie spotyka prawie wirusów, które powodują chorobę i śmierć każdego dotkniętego osobnika (wyjątek to wścieklizna). Zazwyczaj choroba rozwija się u kilku do kilkudziesięciu procent zakażonych ludzi. Najczęściej z chorobami wirusowymi radzi sobie sam układ odpornościowy człowieka, który wytwarza przeciwciała niszczące wirusy. Ze względu na sposób namnażania wirusy nie atakują zwykle wszystkich tkanek, ale tylko wybrane i to najczęściej w obrębie jednego gatunku. Zakażenia międzygatunkowe są czymś wyjątkowym i mają przebieg łagodny, dlatego choroby wirusowe zwierząt praktycznie nie stanowią zagrożenia dla ludzi. Czasem dochodzi jednak do mutacji wirusa zwierzęcego i może się on stać groźny dla człowieka- tak stało się w przypadku COVID19. Ze względu na charakter i istotę wirusa, można się nim zarazić tylko od innego osobnika, który aktualnie go produkuje. Bakterie, grzyby i pasożyty mogą stanowić niebezpieczeństwo, nawet bez obecności nosiciela, ponieważ same są istotami żywymi i mogą funkcjonować poza żywym organizmem. Nie są też tak wyspecjalizowane co do tkanki, czy gatunku. Obecnie istnieje niewiele skutecznych leków przeciwwirusowych, ale nawet przy ich stosowaniu głównym czynnikiem odpowiedzialnym za wyleczenie choroby wirusowej jest własna odporność immunologiczna. Odporność ta może być stymulowana przez odpowiednie sczepienia, ale i one nie dają 100% ochrony przed wirusami w przypadku spadku osobniczej odporności. Wbrew powszechnemu przekonaniu antybiotyki nie leczą chorób wirusowych, tylko bakteryjne. Ich stosowanie w czasie choroby może być wręcz szkodliwe, ponieważ niszczą one wyłącznie bakterie, również te pożyteczne wspomagające odporność. Aktualnie największym zagrożeniem dla ludzi jest wirus zapalenia wątroby typu B. Na świecie zakażonych jest nim około 250 milinów ludzi, z czego prawdopodobnie w tym roku umrze ponad 600 tysięcy. Nie dotarły do mnie ostatnio żadne informacje aby powodowało to jakieś społeczne zaniepokojenie. W porównaniu z WZW B koronawirus wypada dosyć blado. Pisząc ten tekst na początku marca 2020 wiadomo mi jest o 90 tysiącach potwierdzonych zachorowaniach i około 3 tysiącach zgonów powodowanych przez wirusa na świecie. Większość zachorowań nie jest odnotowywana ponieważ zakażenie przebiega najczęściej bezobjawowo albo skąpo objawowo. W praktyce mamy więc do czynienia z liczbą bliższą pół miliona zakażonych, a liczba zgonów to około 0,3-0,6% spośród nosicieli wirusa. Wiadomo, że na powikłania i śmierć narażone są przede wszystkim osoby z chorobami układu oddechowego lub obniżoną odpornością, podobnie jak w popularnej grypie, w której śmiertelność występuje na podobnym poziomie i też nie przekracza 1%. W Polsce tylko w lutym bieżącego roku z powodu grypy hospitalizowano ponad 4 tysiące (oczywiście większość chorych nie była leczona szpitalnie), a zmarło 15 osób. W tym samym czasie liczba potwierdzonych zachorowań na koronawirusa w całej Europie nie przekroczyła 3 tysięcy (rzeczywista liczba to prawdopodobnie 10-15 tysięcy), natomiast liczba zgonów to sześćdziesiąt kilka, ale to ten wirus a nie grypy jest powodem paniki. Obecnie liczbę chorych na grypę w Europie należy liczyć w milionach. Od czasu pojawienia się koronawirusa w Unii Europejskiej w wypadkach komunikacyjnych zginęło około 2 tysiące ludzi i to też nie jest powodem paniki.

Większość ludzi z lękiem śledzi doniesienia mówiące o wzrastającej zachorowalności i nie zmieni się to prawdopodobnie do kwietnia lub początku maja, kiedy to liczby te zaczną się obniżać, tak jak w każdej sezonowej chorobie zakaźnej. Przypuszczam, że po przejściu epidemii okaże się, że to jednak nasza rodzima grypa byłą przyczyną większej ilości zgonów. Lęk potrwa jeszcze dość długo, znacznie dłużej niż sama epidemia. Za kilka miesięcy, gdy zachorowań nie będzie już prawie wcale, zostanie wyprodukowana szczepionka, którą wykupią setki milionów ludzi, żeby czuć się bezpiecznie. Należy pamiętać, że w przypadku wirusów przenoszonych drogą kropelkową, tak jak COVID19 najważniejszą linią ochrony jest nasza własna odporność. Można oczywiście unikać kontaktu z wirusem, ale jest to trudne, ponieważ go nie widać, a większość nosicieli nie ma objawów. Noszenie maseczek chirurgicznych na ulicy nie chroni przed zachorowaniem. Chirurdzy zakładają je po to, żeby zmniejszyć ryzyko przedostania się zarazków z ich dróg oddechowych do tkanek pacjenta, a nie na odwrót. Aby czuć się bezpiecznie trzeba by ubierać maski przeciwgazowe i specjalne kombinezony w miejscach publicznych, co raczej nie jest realne. Realnie można natomiast zadbać o naszą odporność poprzez właściwe odżywianie. Nie od dziś wiadomo, ze ludzie dobrze odżywieni są znacznie mniej podatni na choroby zakaźne, natomiast głodzeni umierają z powodu błahych chorób. Tak samo jest w przypadku koronawirusa. Uważam, że osoby zdrowe, żywiące się optymalnie nie mają praktycznie powodu do obaw i nie muszą przejmować się specjalnie tą epidemią. W przypadku wystąpienia objawów u osób uprzednio zdrowych powinno wystarczyć samo leczenie objawowe i podawana w dużych dawkach witamina C. Oczywiście jeżeli stan osoby chorej jest poważny należy zawsze zadbać o pomoc medyczną, ponieważ nigdy do końca nie ma pewności z jaką jednostką mamy do czynienia. Resumując uważam, że w Polsce koronawirus nie stanowi poważnego zagrożenia społecznego, a w najmniejszym stopniu będzie dotyczył środowiska optymalnych.

lek. med. Przemysław Pala